Na parking niedaleko Hawthrone (ciekawie polozony bo niedaleko dzielnicy murzynskiej...) przyjechalem o 15:40 (troche sie spoznilem bo impreza zaczynala sie o 15:00) czasu Chicago i zaraz po krotkich, lecz denerwujacych odprawach (nie mazna bylo miec "pieszczochow" i nawet aparatow fotograficznych), wszedlem przez jedno z wejsc na obiekt. Z oddali, lecz glosno, dochodzila do mnie muzyka Mudvayne'a, ktory konczyl juz swoj wystep (z tego tylko co slyszalem, to duzo podwojnej stopy na perkusji bylo i dobry wokal-wiec wiedzialem ze naglosnienie jest ok.). Po przepchaniu sie prawie pod scene (prawie, gdyz pod samiutka scena byl sektor dla METCLUB'ersow), tak ze bylem 20m. od niej rozpuscilem wlosy i czekalem na muze ;) Jako nastepni wyszli na scene Deftones. Nie przepadam za tego typu muzyka, a tym bardziej za gosciem na wokalu co wyglada jak kierowca Tracka (TIR'a), w czapeczce z daszkiem i spodniach, ktore trzymaja mu sie w polowie tylka...no coz, ale sam wystep byl ok. Naglosnienie dla nich bylo dobre-wokal byl slyszalny i zaden z instrumentow nie "ginal" gdzies w tle. Nastepny w kolejnosci wyszedl Linkin Park. Myslalem, ze tylko jak wyjda, to gwizdy i okrzyki w stylu "Gett'a fuckout of here!" 40tys. publicznosci beda glosniejsze od tego co beda grac...a tutaj nie! Zdziwilem sie bo juz przy pierwszym utworze polecialo tylko troche cytryn z lemionad i moze ze dwie niedojedzone kielbasy z grilla, a publicznosc spiewala razem z wokalistami (wogole to ten koles co w LP spiewa-ten bialy, nieopalony, co drze sie, a nie spiewa-to po tej trasie lub w trakcie, przyjdzie mu chyba kopnac w kalendarz, tak sie zyluje podczas "spiewu") Ok. Ten zespol zostal przyjety dobrze. Kiedy jeden z wokalistow LP powiedzial na koniec co w stylu, "Dziekujemy wam! Dziekujemy! Czy macie sily na Limp Bizkit?!"-publicznosc odpowiedzial znaczaco jedym OGROMNYM "BOOOO!!!!" Natomiast jak spytal sie to samo, ale o METALLICE- To reakcja byla wrecz przepiekna- WSZYSCY na stadionie jak widzialem, podniesli rece i wydobywali z siebie okrzyki aprobaty. Za jakies 20 minut po rozstawieniu sprzetu LB (jakies ogromne makiety Equalizerow, wzmacniaczy i glosnikow-takie ze czlowiek przy pokretle od "pieca" mial glowe mniejsza od niego...najwyrazniej LB ma kompleks wikszosci...) Kiedy tylko Fred wyszedl na scene z reszta swojego zespolu, polecialy w jego strone setki kielbas, cytryn, do polowy wypitych butelek po Pepsi, plastikowych kubkow z piwem (co za marnotractwo ;P) i czego tam ludzie nie mieli (lacznie z czyimis butami, ktore tez tam lataly). Po takim przywitaniu i okrzykach dezaprobaty LB gral nadal. Podczas wykonywania utworu "Break stuff", gdy Fred wyszedl z Shotgunem na scene i recytowal partie "...step back, right now, cuz I'm dengerous!" Dostal z grillowanej kielasy w glowe. Co go wkurwilo totalnie. Skonczyli ten utwor, poczym wyswietlili na duzych ekranach tekst w stylu : "Mancaw lize fiuta" (Mancaw to koles co ma wlasny program tutaj w Chicago i ktory wykorzystal fragmenty teledysku LB do swojej produkcji, bez ich zgody. Adres do Mancow'a : www.mancow.com) Tam na pierwszej stronie mozna poczytac o relacjach Freda i tego goscia) Chyba utwor wczesniej LB zagral SANITARUIM Metallicy i ok.1,5 min MASTER OF PUPPETS, co bylo ewidentna zagrywka pod publike, ale to i tak nic nie dalo-nikt go tam nie lubil i tyle. (chociaz mi podobal sie ich wystep ogolnie i poza Metallicy showem-o ktorym za chwile-byl najlepszy tego wieczoru, tak czy inaczej) Fred z zespolem zszedl ze sceny i zza sceny z wlaczonym mikrofonem wyzywal tutejsza publicznosc od...no wiecie jak to Fred potrafi...czyli BARDZO ostro (koles schowal sie i dopiero wtedy atakowal...frajer-IMO). Wreszcie jak juz skonczyl, wszyscy zaczeli wyczekiwac 'tallicy. W miedzy czasie panienki uatrakcyjnialy wszystkim oczekiwanie, pokazujac swoje piersi i dajac sie sfotografowac (niestey prawie nikt nie przemycil aparatu, wiec ja sam zdjec nie mam) Po ok. 40min. (ok.20:00) uslyszelismy slynne intro Ecstasy of gold poczym dalo sie slyszec intro do Battery. W odpowiednim momencie oswietlony zostal James i na pierwszym wejsciu perkusji wybuchly fajerwerki na scenie. Kolejny byl Master w pelnej wersji-jak zawsze publicznosc z pelnych gardel krzyczala slowa utworu. Kolejny byl Harvester z dluga przerwa mniej, wiecej w srodku, ktora jeszcze bardziej rozgrzala publike. Pozniej Sanitarium ( odrazu o niebo lepiej wykonany niz ten przez LB!) Nie moglo zabraknac takiego klasyka jak BELLZ,przed ktorym Rob zagral solo na basie, ktore nie bylo tak dobre jak Cliff'a przed laty, ale tez pokazal klase i bylo to serio cos podobnego do Anastesia Pulling teath.Rob to gosc z klasa! (a w tle na duzych ekranach byly pokazywane urywki Cliff'em all z Cliffem grajacym sola-bardzo mile.) jak zawsze byl ciezki i mroczny. Pozniej byl czas na Frantic'a poprzedzonego malym wstepem na giterze przez Jamesa. Dalej Sad but true i St. Anger (w tym utworze techniczni jakos tak za duzo basu podkrecili...albo to Larsa szybka podwujna...raczej to drugie :> ) Przed kolejnym utworem JAmes pytal sie publiki: Are u ready!? Are U FUCKEN READY!?" i za kazdym razem gdy odpowiadalismy YES, on z kolei mowil NO! az wkoncu powiedzial NO REMORSE! To bylo zabawne. N poczatek tego utworu wszedl na perkusje jeden z Metclubu-zwykly koles-i zagral poczatkowa perkusje. Poradzil sobie swietnie, a i publice sie to podobalo.Dalej Seek'n destroy z duzym udzialem publicznosci. Teraz cos na co wszyscu tutaj czekali- BLACKENED! Ten utwor na koncercie byl chyba najlepszy!!! Szybkie i czytelne gitary, duzo podwojnej stopy (nawet Lars miejscami gra chyba specjalnie szybciej i wiecej podwojnej stopy niz trzeba, ale efekt jest extra!) Pozniej pierwszy bis zaczety od FUEL na ktorym doslownie cala scena byla w plomieniach przez wiekszosc utworu (od tych ogni, to az tam gdzie ja stalem, bylo goraco...a co musialo dziac sie na scenie!...ciezka ta praca muzyka) Pozniej Nothing else matters gdzie na poczatku Lars zamienil sie z Kirkiem instrumentami i zagrali slynny poczatek do tego utworu (wszyscy lacznie z nimi mieli "banany" na twarzach jak widzieli Kirka za perkusja, ktory dobrze sobie radzil (Lars tak troche gorzej, ale wkoncu to nie jego dzialka!) Pozniej zagrali Creeping Death (juz wtedy nie moglem wydobyc z siebie zadnego dzwieku, tak sobie gardlo zdarlem!) Nastepnie byl drugi i ostatni bis gdzie zagrali One i Enter Sandman. W kazdym utworze widac bylo mnostwo energi w muzykach (Lars za perkusja tak sie przemieszczal jak w Seattle 89!). Byly chyba ze dwie solowki Kirka miedzy ktorymis utworami (nie pamietam dokladnie wiec nie pisze). Bylo tez MNOSTWO EFEKTOW PIROTECHNICZNYCH w KAZDYM utworze (poza Nothing i Sanitaruim). Chlopaki pokazali, za potrafia grac szybko, z energia, caly czas dla siebie...ale tez i dla publicznosci ktora odczowla to byla im za to bardzo wdzieczna! N koncu James podziekowal nam za przybycie i podziekowal ze bawilismy sie przy muzyce: "Mudvayne'a, Deftones, Linkin Park i...tutaj zawiesil glos i powiedzial powoli Limp Bizkit, jakby troche bal sie tego slowa tutaj" Publicznosc szybko wygwizdala LB jeszcze raz a James na to: "It's all up to you guys!" poczym z usmiechem zaczal rozdawac kostki do gitary, rzucajac je w publike. Tak samo Kirk i Rob. Lars rozdawal paleczki oczywiscie.
Pozrawiam all. Przemyslaw Tutak (Vampire Evil)
Set lista:
Battery Master of Puppets Harvester of Sorrow Welcome Home (Sanitarium) For Whom The Bell Tolls Frantic Sad But True St. Anger No Remorse Seek and Destroy Blackened ----------------- 1st bis Fuel Nothing Else Matters Creeping Death ---------------- 2nd bis One Enter Sandman
Po zdjecia polecam pojsc na strone Metallicy, metontour.
from overkill.pl :) |