koncert zaczyna się zbyt późno i kończy zbyt wcześnie
Koncert w Tallinie nie był inny.
Dojechałam razem z trzema znajomymi na stadion około 15, przeklinając gorąc i długą drogę. Zaraz po tym, jak nasi rodzice odjechali, moja przyjaciółka zorientowała się, że zostawiła swój telefon w samochodzie (patrz zasada nr 1). Plac przed sceną był spory, ale wciąż było dużo wolnego miejsca, bo i nie wszyscy jeszcze przyjechali. Na scenie wszystko było już przygotowane, sama scena była naprawdę duża. Zaczęłam się lekko denerwować, ale raczej tym, że nie jestem na tyle zdenerwowana na ile być powinnam (po raz pierwszy miałam zobaczyć Metallikę, my ulubiony zespół, hello?)
Przez chwilę postałyśmy w strefie dla fanów, ale zdecydowałyśmy nie pozostawać tam na dłużej, bo perspektywa tysiąca przepoconych facetów i brak powietrza do oddychania była nieco przerażająca (mimo, że było to jedno z moich największych marzeń aby być w tym miejscu, na przedzie na przeciw sceny).
Teraz popatrzcie dokładniej na zasadę nr 1, ponieważ jeśli cos ma pójść źle, to pójdzie źle i tak też było. Zgubiłam się w morzu ludzi i pozostałam całkiem sama. W międzyczasie plac się zapełniał, tak, że było około 60 tysięcy osób dookoła mnie. Trochę się zmieszałam i zezłościłam, a gorąc nic a nic nie pomagał. Szwędałam się samotnie przez ponad dwie godziny, i wierzcie mi, nie było to przyjemne doświadczenie.
Czas mijał, ale moja przyjaciółka znalazła mnie i już wspólnie wycofaliśmy się na swoje miejsce, z którego był doskonały widok na scenę. Pierwsza kapela nie była za dobra, BFMV (Bullet For My Valentine) właśnie skończyli, tak więc czekałyśmy już tylko na Metallikę. Teraz popatrzcie w zasadę nr 3 – zaczęli za późno. Nie chcę marudzić, ponieważ wszystko zostało nam zrekompensowane, ale przerwa pomiędzy BFMV a Metalliką trwała ponad godzinę.
W końcu nuty "It's a long way to the top" Ac/Dc zostały wypuszczone, i jak przystało na do śmierci wiernego fana Metalliki, wiedziałam, że oznacza to tylko jedno. Wstałam, z obawą spoglądałam na scenę i podśpiewywałam samotnie. Pierwsze nuty Ecstasy of Gold były jak upojenie alkoholowe, podniecały, to jest nie do opisania. Jestem pewna, że każdy fan Metalliki na tym koncercie dzielił te uczucia ze mną. Robiło się coraz bardziej nerwowo, czy oni na pewno wyjdą? Ale wtedy zauważyłam, że mały duński perkusista wbiega na scenę i dosłownie oszalałam.
Ostrość Creeping Death była jak zimny prysznic – szybki i ciężki. Poruszyli mnie ludzie obok mnie, którzy nie wiedzieli co śpiewamy podczas „die-die” części, musiałam po prostu głośniej krzyczeć. Fuel był jednak całkowicie niepodobny do Creeping Death bo śpiewali już wszyscy, co tak samo jak Jamesa tak i mnie napompowało. Wherever I May Roam brzmiał jak potężna fala uderzająca w brzeg. Cichy początek a potem gitarowe i perkusyjne kopnięcie... no i zajebiste solo Kirka.
Następnie krótki videoclip na brudnej tablicy – dedykacja dla Master Of Puppets – niemal przyprawił mnie o łzy. The Thing That Should Not Be było bardzo dobre, ciężkie i straszne, ale to co NAPRAWDĘ zaskoczyło mnie to Leper Messiah, ze swoją ciężkością i energią. Gdy tylko powracam myślami do koncertu to właśnie ten kawałek przychodzi mi na myśl.
Nothing Else Matters sprawił, że wszyscy znów śpiewali i machali zapalniczkami, natomiast One rozpoczął się od spodziewanych zajebistych efektów pirotechnicznych i głośnych, druzgocących kości wybuchów. Enter Sandman to hit dla wszystkich tutaj, co nie było żadną niespodzianką. So What był zaskakującym wątkiem, a każdy dookoła mnie wykrzykiwał ‘So What!’ w twarz osoby obok.
Spodziewałam się Seeka i go otrzymałam, to naprawdę świetny finał koncertów. Jeśli ktoś uważa, że James stracił swój warsztat 'IT' to się grubo myli. Jego głos to sam top, jego gra na gitarze była zajebista, jego żarty wprawiały każdego w śmiech. Dobrze było zobaczyć całą Metallikę uśmiechniętą i zadowoloną z siebie nawzajem. Znów popatrzcie na zasadę nr 3 – skończyło się za wcześnie. Wciąż wydaje mi się, że to był tylko dobry sen. Niestety nie zdobyłam wejściówki na Meet&Greet, ale to daje chłopcom z ‘Talliki powód do ponownego odwiedzenia Estonii i następnego koncertu. Jak widzicie, jest nas tu bardzo dużo. 76 tysięcy pięści w górze, do zobaczenia następnym razem.